Powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego czyta dziś garstka pasjonatów. W zasadzie autor ten wyszedł poza główny, a nawet boczny nurt czytelnictwa, gdyby takie statystki poczynić. A szkoda, bo Kraszewski płodnym pisarzem był i jest co czytać. Minęły czasy, kiedy po Kraszewskiego sięgali nawet przedstawiciele średniej inteligencji technicznej, co już, było wydarzeniem. Tezę tę ilustruje znakomicie film Jerzego Gruzy ( twórcy słynnego "Czterdziestolatka") - "Przyjęcie na dziesięć osób plus trzy", z roku 1973. Akcja tej niespełna godzinnej telewizyjnej fabuły rozpoczyna się pod pośredniakiem czyli biurem pośrednictwa pracy, w mieście co najmniej średniej wielkości. Nie jest to dokładnie powiedziane jakie to miasto.
Szukając dorywczego zatrudnienia ściągają tu różnego rodzaju "niebieskie ptaki", jak określano w PRL ludzie nie pracujących i nie uczących się,
żyjących nie wiadomo z czego. Były to zazwyczaj bardzo barwne typy ludzie, co film znakomicie oddaje. Dzień należało oczywiście zacząć od piwka w budce. Nagle podjeżdża pod pośredniak żuk i wyskakuje z niego pan w marynarce. Rozgląda się wśród zgromadzonych i mówi, że szuka ludzi do
ciężkiej roboty na jedne dzień. Postać kierownika Piątka gra niezrównany Leon Niemczyk. Wśród "niebieskich ptaków" widzimy m. in. Wiesława Dymnego, tu noszącego ksywę "Król Albanii". Po pewnych negocjacjach kilkunastu ludzi pakuje się do żuka. Samochód rusza w kierunku zakładu pracy. Tu w gabinecie kierownika wyjaśnia się, że trzeba szybko rozładować szereg wagonów gryzu, widocznych za oknem. Mężczyźni, słysząc niską stawkę za tę robotę, zaczynają grymasić, niektórzy wspominają o zbyt wysokich kwalifikacjach dla tak podrzędnej roboty. Kierownik -- Niemczyk mówi, że takie są stawki i on nie nie wykombinuje, natomiast czasu ma dość i mogą tu wszyscy czekać ile dusza zapragnie, zanim się wreszcie zdecydują, jako że są niezbędnie potrzebni do tej roboty. Na znak, że kierownik ma co robić wyciąga powieść Józefa Ignacego Kraszewskiego "Hrabina Cosel" i oznajmia, że zaraz zagłębi się w lekturze. Postraszenie lekturą Kraszewski4go jednak nie wystarcza, by jednodniowi najemnicy wzięli się do roboty. Szalę decyzji przeważa informacja, że po wykonanej pracy odbędzie się przyjęcie dla wszystkich pracujących. Kasa na nie pójdzie z funduszu socjalnego. My jednak pozostajemy pod wrażeniem postawy kierownika Piątka, który oddaje się lekturze w godzinach pracy. A przecież kierownik mógłby też zakasać rękawy i chwycić za łopatę.
Grzegorz Cielecki