Przeczytane Książki.
  KSIĄŻKA TV   KSIĄŻKI I LUDZIE   KATALOG KSIĄŻEK   ZNALEZIONE W KSIĄŻKACH   KONKURSY   COOKIES
 
Dział: historia
rozmiar czcionki:  A A A

Anegdoty o : Jan Himilsbach

2010-06-08 15:49:37
     "Portrety z bufetem w tle" Romana Śliwonika to nie tylko wspomnienia kombatanta cyganerii warszawskiej lat 50-tych i 60-tych. To również, a może przede wszystkim kopalnia anegdot o barwnych i często nieszczęśliwych postaciach tamtego okresu : Hłasce, Grochowiaku, Himilsbachu czy Brychcie. Nie znacie ? To posłuchajcie. Głos ma Roman Śliwonik :

Studentka filologii
Słuchanie nietrzeźwego i czytającego Himilsbacha było przeżyciem tak strasznym, że aż niewyobrażalnym i niezrozumiałym. W imię czego? Bo tylko ja wiedziałem, że Janek pisać umie, ale czytać nigdy się nie nauczył.
- Janku, przestań. - Jakbym usłyszał swój głos, trochę obcy, dobiegający z któregoś rzędu. - Przecież i tak wszyscy wiedzą, jak piszesz!
- Też racja - przyzna Janek i napił się piwa.
- Panie Himilsbach !!! Panie Himilsbach ! - Z pierwszego rzędu zaczął się wznosić, wibrować dygotać głosik dziewczyny. - Przecież pan w ogóle nie potrafi pisać ! To nie tylko nie jest literatura, to jest coś strasznego, napisanego nie po polsku, bez sensu, bez myśli, bez kmpozycji, to urąga polszczyźnie i nam wszystkim ! To !
Jazgot i drżenie intelektualne głosu dziewczyny na chwilę dramatycznie zawisły, urwały się i w lukę, w chwilową ciszę wszedł ochrypły głos autora.
- A co pani w ogóle robi ? - spytał niebezpiecznie spokojnie Himilsbach.
- Jestem studentką na wydziale filologicznym. Na uniwersytecie.
- To do garów, k...o !!! - ryknął Himilsbach.
Salę przebił wysoki, nieziemski, ale nie porażający krzyk jednej z naszych staruszek, która w chwilę później osunęła się w omdlenie. I trwała w nim.


Van Gogh czy Himilsbach
Był chyba jedynym człowiekiem w zaborze, w państwie milicyjnym, który nie miał przez dziesięciolecia dowodu osobistego. Legitymował się wycinkiem z gazety, zawiadamiającym, że Jan Himilsbach zagubił dokumenty. Kiedyś przesiedział jednak całą noc w komisariacie na Wilczej. Relacjonował :
"Wszystkich już prawie wypuścili z celi, a ja siedzę. Przychodzi co chwila glina i woła :
- Van Gogh ! Do wyjścia !
Nikt się nie rusza. Znów przychodzi.
- Van Gogli ! Do wyjścia !
Nic. Wszystkich już wypuścili, a ja siedzę. Znów przychodzi klawisz :
- Van Gogh ! Do wyjścia ! Rozglądam się i nikogo nie widzę.
- Wasze nazwisko - pyta milicjant.
- Himilsbach !
Wyszedł. Znów wraca.
- Nazwisko ?
- Himilsbach.
- A van Gogh to kto:
- Malarz - wyjaśniam.
- Malarz, mówicie - cedzi funkcjonariusz - malarz. A wy to Himilsbach ?
- Tak - stwierdzam.
- Słuchajcie, van Gogh, jak dostaniecie parę pał, to szybko sobie przypomnicie, jak się naprawdę nazywacie. To jak teraz się nazywacie ?
- Himilsbach.
- Brać go na górę ! - zaryczał oficer. - Już my wani damy Himilsbacha!"
Poprzedniego dnia Janek dyskutował z Janem Młodożeńcem o malarstwie i kiedy go zabierano na komisariat, urwał mu się film. Pod wpływem rozmowy z Młodożeńcem podał milicji, że nazywa się van Gogh,


Himilsbach pisarzem ????
- Panie Romanie ! Panie Romanie ! Na pomoc! Kelnerzy Himilsbacha biją ! W holu ! - Alicja Lisiecka, zastępca redaktora naczelnego "Kultury", wołała biegnąc i potrącając sprzęty w sali restauracyjnej "Hotelu Wielkopolskiego" w Poznaniu (?)
W holu trzech kelnerów rzeczywiście tarmosiło i szarpało Himilsbacha, który nie ustępował i rzucał na głowy kelnerów kamieniarskie wiąchy. Kląć Jan umiał i można powiedzieć, że przeklinanie było jego specjalnością, której nadużywał.
Odsunąłem kelnerów i spytałem, o co im chodzi. Jeden z nich, purpurowy ze zmęczenia i oburzenia, zaczął nagle krzyczeć :
- Proszę pana ! Proszę pana ! Pan wie, co on zrobił ?! Podaje się za pisarza ! On ! On chciał wejść na salę !
- On jest pisarzem - powiedziałem.
Kelnerzy patrzyli na mnie z kompletnym ogłupieniem.
- On ! Pisarzem ?! - mówił kelner łamiącym się, zrozpaczonym głosem.
- Tak - potwierdziłem.
Kelnerzy nawet na mnie nie spojrzeli. Odwrócili się i odeszli bez słowa.


Zaproszenie na drinka
Pod "Jontkiem" Jasio Himilsbach spotkał przybyłego właśnie z Anglii, z Cambridge, Jerzego S. Sitę i zaprosił go na drinka. Sito zaproszenie przyjął i udali się na przyjęcie do sąsiedniej kamienicy.
Himilsbach wprowadził Sitę na klatkę schodową, wyciągnął z kieszeni pół litra czyściochy, odbił dłonią korek, wręczył Jerzemu butelkę i powiedział:
- To tutaj. Pij.
Takie było pierwsze party środowiskowe przybysza z Anglii.
Salony nasze małe a straszne.


Manekin i miał
Pewnego razu, wieczorem, nie chciano wpuścić Jana Himilsbacha (do "Manekina" na knajpki na Starym Mieście w Warszawie). Uznano, że jest nietrzeźwy. Zarzut byt absurdem tak wielkim, że aż niewyobrażalnym i mógł się zrodzić jedynie w głowie zetempowskiego, i to nietrzeźwego kierownika i portiera potwora. Wszak Himilsbach chciał wejść do knajpy, a nie do biblioteki uniwersyteckiej, a w knajpie nic się nie działo oprócz chlania. Rządcy mieli kaprys, telefon i milicję z sąsiedniego komisariatu na Jezuickiej.
Jan zemścił się srogo, nawet strasznie, tyle że strasznie dla gości.
Odbywało się jakieś przyjęcie w salce od ulicy Brzozowej, której to okienka wychodziły na tę cichą uliczkę. Leżała tu wielka sterta koksu. Himilsbach, rozżalony, wściekły, obrażony, chwycił widły leżące na koksie i sypnął do środka kilka kilogramów miału.
Piekło. Koks spowił knajpę czarnym pyłem. Osiadał, wciskał się wszędzie, rozpełzał się po salach, zakrył orkiestrę w sąsiedniej sali, czarna chmura pochłonęła pijących przy barze, zapadła koksowa noc. Goście ruszyli ławą na Rynek, żeby złapać kogoś. Kogo ?
- Stałem pod ścianą - opowiadał Janek - a oni biegali w tę i we w tę, pytali mnie, gdzie tamte łobuzy pobiegły. Tam pobiegli - pokazałem - za tamten winkiel. Pognali wszyscy, a ja wszedłem do środka.


Paw i ślimaki
Przypomina mi to opowieść o Janie Himilsbachu, który zaproszony na salony arystokratyczne jako artysta - okaz przeznaczony do szczegółowego obejrzenia - nie zawiódł oczekiwań.
W pewnej chwili po pokojach zaczęły fruwać wysokie okrzyki podekscytowanych ciotek arystokratek:
- Paw ! Paw ! Himilsbach puścił w salonie pawia !
Biegały roztrzepotane, roześmiane ciotki arystokratki, żeby zobaczyć egzotycznego ptaka. I zobaczyły.
- K...a - skarżył się Jan - jakichś ślimaków mi dali
|gl|
Dodaj do ulubionych Dodaj do ulubionych     Poleć artykuł znajomemu Poleć znajomemu     Dodaj swój komentarz Dodaj komentarz
 

Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł

E-mail adresata
 
 
Anegdoty o : Jan Himilsbach

Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 

Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
 
Autor
 
 
Wasze komentarze
Pamiętam jeszcze jedną anegdotkę o Himilsbachu - tym razem jako filmowcu. Pewnego ranka na planie Himilsbach "zmęczony" po trudnej nocy prosi panią kierownik produkcji : - Pani Kasiu! Pani Kasiu! Pić mi się strasznie chce! Ma pani coś do picia? - Niestety panie Janku nie mam nic. Mam tylko jabłko. - To niech pani da to jabłko. Himilsbach zjadł jabłko i zemdlał. Cucą go i pytają: - Co się stało? - Szok witaminowy! -odpowiada wrócony do przytomności Himilsbach
Filmoznawca 2010-06-16 11:11:04

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, redakcja może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.
Szukaj 
 
Twój Profil
Login
 
Hasło
 
 
Wpisz swój adres e-mail, który podałeś przy rejestracji.
E-mail
 
Szukamy Przyjaciół Książek
Jeśli jesteś zainteresowany współtworzeniem społeczności czytelniczej naszego portalu...
 
O firmie   Współpraca   Redakcja   Polityka prywatności   Kontakt
Copyright © 2018 Przeczytane Książki. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i realizacja L77