Któż nie chciałby mieć regału pełnego książek o równych grzbietach i jednolitych okładach. I żeby to jeszcze były wyłącznie nasze ulubione tytuły, które czytaliśmy i do których chętnie wracamy. Zwykle jednak takie piękne książki to tylko ozdoba, a ich właściciela równie trudno posądzić o zainteresowania literackie, jak kelnerkę o niechęć do otrzymywania napiwków. W ten sposób myślał zapewne kurator sądowy Howard Cross, główny bohater powieści Rossa Macdonalda "Spotkamy się w kostnicy".
Cross prowadzi skomplikowane śledztwo w sprawie porwania czteroletniego chłopca. To zaś tylko punkt wyjścia do zdarzeń przynoszących kolejne trupy i komplikacje w śledztwie. Cross jako detektyw zmuszony jest spotykać się z kolejnymi osobami, które mogą coś wiedzieć na interesujący go temat. Tym samym bywa w różnych domach i mieszkaniach, przygląda się wnętrzom, prowadzi rozważania na temat mrocznych zakamarków ludzkiej natury. W pewnym momencie trafia do pokoju z książkami i oto, co stwierdza: "Pokój, w którym nie zostawiła, miał sufit wyłożony grubymi belkami i pełne książek ściany. Większość tomów była wspaniale oprawiona, lecz wyglądały, jakby nikt ich nigdy nie czytał. Jak nic ktoś kupił je hurtem, umieścił na półkach dla ozdoby, a potem o nich zapomniał. (str 124). Tak, Howard Ross, podobnie jak każdy inny detektyw o dużej samoświadomości swego fachu, nie ma zbyt wygórowanego mniemani o kondycji człowieczej. Jest ona, natura znaczy, pokrętne, niejednoznaczna, i pełna tajemnic, choć z reguły tych złych, o których wiedzieć raczej nie warto. I tu dochodzimy do konkluzji zasadniczej, takiej mianowicie, że "Spotkamy się w kostnicy" to jak każdy dobry "czarny kryminał" przede wszystkim traktat o naturze ludzkiej, a dopiero potem sprawa takiego czy innego śledztwa. "Czarny kryminał, to gatunek w którym Ross Macdonald był (obok Raymonda Chandlera i Dashiella Hammetta) prawdziwym mistrzem, do tego pisarzem bardziej pracowitym i ustabilizowanym życiowo niż tamci dwaj. Dlatego też napisał więcej książek i Chandler i Hammett razem wzięci. Mimo to uchodzi cały czas, jakże niesłusznie, za "tego trzeciego". Ze spuścizny Rossa Macdonalda ukazała się już u nas ponad połowa dorobku tego pisarza. Pozostaje mieć nadzieję, ze pozostałe wyjdą w przyszłości.
Grzegorz Cielecki