Sprawa literatury jest kluczowym problemem filmu Jana Kidawy-Błońskiego "Różyczka". Koniec lat 60. Polska. Młoda i piękna kobieta pracująca w dziekanacie uniwersytetu - w tej roli Magdalena Boczarska - otrzymuje zadanie inwigilacji znanego intelektualisty, profesora - gra go świetnie Andrzej Seweryn. Kobieta jest "wtyczką" czyli agentem Służby Bezpieczeństwa. Nie bardzo wiadomo co popchnęło dziewczynę do takich działań, bo zapewne nie tylko naciski jej narzeczonego, kapitana SB. Można przypuszczać, że Różyczka (taki pseudonim operacyjny przyjmuje agentka) chciała być blisko osób piszących książki, mających moralny autorytet, oczytanych. Zapewne tak pojmowała szansę zaistnienia w wyższych sferach. To mogło imponować. Charakterystyczna jest pierwsza wizyta Różyczki u profesora. Widząc pokój wypełniony książkami pyta: - Czy pan to wszystko przeczytał ? - Profesor przyznaje się, że nie ale dodaje od razu, że książki są jak przyjaciele, których zawsze trzeba mieć przy sobie, by móc w dowolnej chwili sięgnąć. Jak niezamierzenie ironicznie brzmią te słowa. Za chwilę Różyczka zapyta profesora, co by jej polecił do lektury na dobry początek. Mentor Różyczki bez wahania sięga po trzy pozycje wydane w serii Kultury Paryskiej. Różyczka ma przeczytać dzieła Czesława Miłosza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego oraz Stanisława Cata-Mackiewicza. Bierze książki od profesora, zagłębia się pasjonacko w lekturze i donosi, pisząc kolejne raporty. Tu warto bowiem wspomnieć, że Różyczka miała również ambicje literackie. Wspomina kilkakrotnie o swoich wprawkach, jednak nigdy nie dowiadujemy się co to takiego. Różyczka pozostaje do końca kobietą w pewnym sensie tajemniczą.