Przeczytane Książki.
  KSIĄŻKA TV   KSIĄŻKI I LUDZIE   KATALOG KSIĄŻEK   ZNALEZIONE W KSIĄŻKACH   KONKURSY   COOKIES
 
Dział: historia
rozmiar czcionki:  A A A

Księgołapy zasłużone

2010-08-10 17:43:39
     Znakomita większość wykształconych Polaków rozróżnia pojęcia bibliofil i biblioman. Bibliofil to miłośnik, znawca i kolekcjoner rzadkich a cennych książek. Biblioman zaś to człowiek ogarnięty chorobliwą żądzą posiadania książek. Tak jak bibliofil jest osobnikiem sympatycznym i pożytecznym lub społecznie nieszkodliwym, tak biblioman bywa groźny dla siebie i dla otoczenia. Chorobliwa żądza posiadania książek doprowadzała do kradzieży, mordów, przewrotów stanu.
     Istnieje jednak pewien gatunek bibliomanów, który wydaje się w miarę sympatyczny, już choćby z tego tytułu, że u podłoża ich działalności (ewidentnie przestępczej) leżą pobudki szlachetne. Oto, obok pospolitych złodziejaszków książek istnieją "księgołapy zasłużone" (takim terminem określano ich w XVIII wieku). Wyrządzali oni niemałe szkody w małych prowincjonalnych bibliotekach i zaniedbanych księgozbiorach, pragnąc uchronić najcenniejsze księgi przed zniszczeniem i zachować je dla kultury narodowej w wielkich bibliotekach fundacyjnych.
     Jednym z najbardziej znanych księgołapów był Józef Maksymilian Ossoliński, fundator Zakładu Narodowego własnego imienia we Lwowie. Mieszkał on na stałe w Wiedniu, gdzie pełnił urząd prefekta Cesarskiej Biblioteki Nadwornej. Do Krakowa przyjeżdżał co roku "łowić" księgi w bibliotekach klasztornych. Najswobodniej czuł się w archiwum miejskim, z którego wyniósł tyle plików rozmaitych pism i dokumentów, że trzeba było je odwozić wozem do Wiednia. Zakonnicy poznawczy zachłanność Ossolińskiego na księgi zamykali przed nim furty klasztorów. Księgarz krakowski, Ambroży Grabowski został poproszony swego czasu o ułatwienie Ossolińskiemu wstępu do biblioteki dominikanów. Tak opisuje wizytę w klasztorze: "Ossoliński tak był bacznie obserwowany przez kleryków, że dał za wygraną i opuścił bibliotekę z pustymi kieszeniami. Gdyśmy już wyszli z gmachu klasztornego hrabia mówi do mnie: Czyś uważałeś ty, jak nas pilnowano? Na co odrzekłem: - Uważałem, lecz muszę dodać, że nie nas, ale samego hrabiego? Na co on: To oni mnie, widzę, w podejrzeniu mieli, żem przyszedł okradać ich? - Nie inaczej? - O hultaje dominikany, ale ja przecież wielkie głupstwo zrobiłem, biorąc się do wielkich ksiąg, bo gdybym udał się był do małych, byłbym może co ułowił".
     Wiele cennych dzieł "wyszukał" dla Ossolińskiego, autor Słownika języka polskiego Samuel Bogumił Linde. Zatrudniony był on u naszego "księgołapa" w charakterze bibliotekarza. Przemierzał Polskę, od klasztoru do klasztoru, od dworu do dworu, wyławiając stare rękopisy i rzadkie druki, którymi zasilał bibliotekę Ossolińskiego. Niektóre dzieła kupował, inne wyłudzał za rozmaite obietnice. Tam gdzie pierwsze dwie metody nie skutkowały, pożyczał książki za rewersem, wiedząc doskonale, że nigdy do łatwowiernych właścicieli nie wrócą.
     Na polu zdobywania ksiąg różnymi sposobami rywalizował z Ossolińskim Tadeusz Czacki, założyciel Liceum w Krzemieńcu i fundator jego biblioteki. Czacki, podobnie jak Ossoliński nawiedzał często biblioteki klasztorne, zaś po jego wizytach zakonnicy stwierdziwszy brak książek na półkach zmuszeni byli odnotowywać w katalogu: "Tę książkę skradł Czacki". Nazywano ho "nowożytnym Attylą". Spośród bibliotek krakowskich do najcenniejszych w XVIII wieku należała Biblioteka Konwentu Dominikanów. Czacki wybierając się wczesną wiosną na łowy ksiąg do Krakowa, pierwsze swe kroki skierował do dominikanów. Będąc wpływowym członkiem Komisji Skarbu Koronnego i ciesząc się faworami Stanisława Augusta, został przyjęty przez przeora klasztoru z należytym szacunkiem i oprowadzony po zabudowaniach klasztornych. Czackiemu spieszno było jednakże do ksiąg, toteż obejrzawszy pobieżnie klasztor i kościół, wyraził gorąco chęć zwiedzenia biblioteki. Zaprowadzony do niej poprosił o inwentarz księgozbioru. Prefekt biblioteki, wyczuwając prawdziwe intencje gościa, wymówił się brakiem inwentarza. Wówczas Czacki począł się natarczywie dopraszać, aby go wpuszczono do magazynu książek. Przekroczywszy próg magazynu Czacki natychmiast skierował się do regałów i nie zwracając najmniejszej uwagi na energiczne protesty prefekta, ściągał z półek co wartościowsze dzieła, odkładając na bok dla siebie napotykane rarytasy. Czacki bez przeszkód wyniósł z biblioteki 15 cennych ksiąg, w tym 6 tomów Biblii polyglotta. Nie obronił księgozbioru przybity na drzwiach magazynu tekst bulli papieża Urbana VIII z 23 marca 1626 roku, grążącej każdemu złodziejowi książek ekskomuniką.
     Dobranym partnerem Czackiego w "polowaniu" na księgi był ksiądz Michał Hieronim Juszyński, bibliograf i również zapalony bibliofil. W 1780 roku wybrali się obaj do benedyktyńskiego klasztoru Świętego Krzyża na Łysej Górze. Celem ich wizyty byłą biblioteka klasztorna, zasobna w stare kodeksy i rzadkie foliały. Nie pilnowani goście obłowili się sowicie, wynosząc pod wierzchnim okryciem najcenniejsze księgi.
     Również księżna Izabela Czartoryska brała księgi, których potem nie zwracała. Po III rozbiorze Polski księżna poleciła wybudować w Puławach Świątynię Sybilli, w której gromadziła pamiątki historyczne, mające przypominać Polakom ich świetną przeszłość narodową. Wśród wystawionych cennych eksponatów poczesne miejsce zajmował piękny modlitewnik Władysława Jagiellończyka, króla Cech i Węgier, zabrany przez Czartoryską z Biblioteki jagiellońskiej. Książka powróciła do prawowitego właściciela dopiero w 1883 roku.
     Przed złodziejami chronić książki miały umieszczone na nich zaklęcia. W średniowieczu wierzono w ich skuteczną moc odstraszającą. W następnych wiekach miały one już jedynie charakter satyryczny, starając się ośmieszyć "księgołapów". W Bibliotece Jagiellońskiej przechowywany jest rękopis, na którym właściciel skreślił taki oto napis Kołacinie: "To jest księga Stanisława Czachowskiego, kto by ją ukradł, zawiśnie na szubienicy". Na książce wydanej w Krakowie w 1533 roku, i znajdującej się obecnie w zbiorach Biblioteki Kórnickiej, figuruje następująca przestroga w języku łacińskim: "Jeżeli chcesz widzieć Jezusa Chrystusa, nie chciej kraść tej książki, a jeśli ją ukradniesz, to na szubienicy będziesz królował". Jako przykład zaklęć o charakterze satyrycznym niech posłużą następujące wierszyki odnalezione na kartach starych foliałów: Kto książki złośliwie mi kradnie lub psuje, Niech diabeł go porwie i srodze katuje. Kto w książkach smaruje lub skazy w nich czyni, Ten ryj miasto gęby niech ma na kształt świni. Kto karty zagina czy latem czy wiosną, Niech uszy mu długie jak osłu wyrosną. Kto książki mi łamie i karty wydziera, Ten śmiercią najsroższą niech prędko umiera. To jest moja książka, A kto jej krzywdę czyni, Niech mu się stanie, Jako wyżej powiedziane jest.
|aza|
Fot. wikipedia

Czytaj także: bibliofil, biblioman
Dodaj do ulubionych Dodaj do ulubionych     Poleć artykuł znajomemu Poleć znajomemu     Dodaj swój komentarz Dodaj komentarz
 

Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł

E-mail adresata
 
 
Księgołapy zasłużone

Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 

Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
 
Autor
 
 
Wasze komentarze
Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.
Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, redakcja może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.
Szukaj 
 
Twój Profil
Login
 
Hasło
 
 
Wpisz swój adres e-mail, który podałeś przy rejestracji.
E-mail
 
Szukamy Przyjaciół Książek
Jeśli jesteś zainteresowany współtworzeniem społeczności czytelniczej naszego portalu...
 
O firmie   Współpraca   Redakcja   Polityka prywatności   Kontakt
Copyright © 2018 Przeczytane Książki. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i realizacja L77